Który to już raz na nowo odkrywam, jaką bezgraniczną radość i wolność daje mi muzyka.
W niej się zamykam. Wychodzę sam pospacerować i po prostu jestem w innym świecie. Tyle myśli, tyle przemyśleń, tyle planów, tyle spostrzeżeń, tyle radości, tyle smutku, tyle tajemnicy, tyle bezkresu marzeń.
Uwielbiam kiedy naciskam przycisk 'dalej' i z niecierpliwością czekam która ulubiona piosenka wyskoczy tym razem.
Nie sądziłem, że można być taka atrakcją siedząc na ławce i słuchając muzyki.
Ostatnio coraz częściej wyobrażam sobie leżąc w łóżku, jak cudownie byłoby w tej chwili trzymać kogoś za rękę.
Ernest Hemingway powiedział kiedyś: "Inteligentni ludzie są zmuszani do picia, by bezkonfliktowo spędzać czas z idiotami".
Chciałbym móc postawić piwo panu Ernstowi, ale już nie dam rady.
Może nie tyle zmuszani, co - jeśli chcesz dostosować się do poziomu plebsu, którego jest raczej więcej niż ludzi wykształconych - powinieneś reprezentować sobą podobny poziom myślenia, wysławiania się, mowy ciała a Ci ludzie, a wiadomo, że nic tak nie łączy ludzi jak alkohol. To najszybszy sposób do znalezienia wspólnego języka bądź dostania w ryj.
Mam dużo znajomych, którzy są od mnie młodsi i tym samym 'głupsi' (tak, uważam się za inteligentnego faceta) i często mam problemu z porozumiewaniem się z nimi. Dam kilka przykładów, które wywołują o mnie torsje.
1.
Radek: - Cześć, widziałeś wczorajszy mecz?-
Kolega: - Tak, a co? -
Kurwa, nie wytrzymuję jak ktoś odpowiada mi w ten wieśniacki i popierdolony sposób! A co? JAJCO kurwa! ... Skoro pytam czy oglądałeś, to chyba oczywiste, że chcę pogadać na jego temat albo wymienić się spostrzeżeniami! KURWA! Czy tak trudno to pojąć? Do prawy? wydaje mi się, że to mało skomplikowane!
2.
Radek: - Cześć, masz może jakieś stare CD do wyrzucenia? Jeśli tak to chętnie przygarnę -
Koleżanka: - Poszukam i zostawię dla Ciebie. A po co Ci? -
Kurwa,nie Twoja sprawa! Jakbym chciał się z Tobą podzielić tym, to bym CI powiedział od razu? Jeśli nie powiedziałem od razu, to znaczy, żebyś nie wkładała swojego chamskiego nochala w nieswoje sprawy, to nie temat dla Ciebie!
Czy jak kupujecie bilet w kinie to kasjerka pyta się was - A po co Panu te bilety?- no przecież to jest taka sama sytuacja!
Proszę Cię tylko o kilka starych płyt, którego do niczego się nie nadają a nie o pożyczkę grubej kasy. Gdyby ktoś się mnie zapytał - Hej Radek, masz może trochę kokainy?- to bym po prostu odpowiedział na pytanie, a nie dociekliwie jak stara dewotka brnął w zadawanie uszczypliwych pytań.
3.
Ktoś: - Cześć, co tam, jak tam? -
Radek: - ...(nie wiem) -
Kurwa, o co w tym chodzi? Jak pytasz 'tam' to chociaż sprecyzuj gdzie Ty ciulu zaszczany.
Przykład 3 jest dla mnie ostatecznym sygnałem aby z daną osobą zerwać jakikolwiek kontakt, odciąć się na zawsze, bo taka osobą nie zasługuje na mój cenny czas i szacunek na który takimi sformułowaniami nie zapracuje!
Cześć.
Seks, sex - słowo tak samo piękne w swej wymowie jak i brutalne zarazem. Dla niektórych jest to temat bardzo osobisty, poruszany tylko z ukochana osobą, partnerem. Dla innych zaś, czynność mechaniczna, robiona bez uczucia, czasami dla sportu, dla zabawy czy dla kasy. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad walorami i pięknem seksu, bo tak na dobrą sprawę nie mam o nim zielonego pojęcia, co jest niewątpliwie moim upośledzeniem. Czemu używam takiego sformułowania? Z bardzo prostej przyczyny - mając 23(prawie) miałem dokładnie pół stosunku seksualnego. Myślę, że stwierdzenie upośledzenia na tym punkcie, w XXI wieku, jest jak najbardziej na miejscu. Kiedyś próbowałem sobie w racjonalny sposób wytłumaczyć czym może taki stan rzeczy być spowodowany ... i moje dochodzenie utknęło na półce spraw nierozwikłanych.
Nie będę teraz skromny - jestem mega przystojny, mam zajebiste ciało, jestem super inteligentny, mam nieziemskie poczucie humoru, jestem bystry ... nie, ja sobie sam tego nie dopowiedziałem, słyszę te wszystkie rzeczy dość często, od rodziny, dziewczyn a najczęściej chyba od kolegów.
Jestem z tego powodu niezmiernie miło i tym bardziej zachodzę w głowę - 1. czemu nie potrafię związać się na dłużej z dziewczyną, 2. czemu moje życie seksualne wygląda jak pustynia w Chile (nigdy nie spadła tam kropla deszczu).
Ktoś mógłby powiedzieć, żebym po prostu poszedł na dziwki, jak robi kilku moich kolegów, ale ja ten temat uważam za zamknięty.
Jestem strasznie uczuciowy i wrażliwy. Trudno byłoby mi też uprawiać seks bez większego uczucia, bez miłości czy zwykłego pożądania. Nie rozumiem też zjawiska przypadkowego seksu i mini romansików. Zawsze chciałem się zakochać i taki mam plan w dalszym ciągu. Wydaje mi się, że nie ma nic piękniejszego niż seks z ukochaną osobą, nawet jeśli nie będzie to seks idealny, jeśli taki w ogóle istnieje.
Tak, tak... mój problem też tkwi w tym, że jestem raczej nieśmiały i chyba tez brak mi takiej wiary w siebie, która mówi - 'spróbuj, nic się nie stanie', nie stanie w sensie gdy znów zostanę odrzucony przez dziewczynę. Bardzo tego nie lubię gdyż zawsze dostaję kosza i zostaję na lodzie sam ze swoim przekonaniem, że miłość istnieje. Może urodziłem się w złego epoce, uważając, że można mieć miłość bez kasy i całego asortymentu materialnego jaki jest lansowany w mediach. A może jestem staroświecki albo jakiś nie na czasie, jakiś przeterminowany?
Kolejny problem, chyba najważniejszy, to możliwość poznawania nowych dziewczyn, nowych kontaktów. Ja po prostu nie mam takie możliwości. Ciągle słyszę 'wyjdź gdzieś, zabaw się', ale kurwa jak mam to zrobić, sam mam iść do klubu czy gdziekolwiek?:| Jakos sobie tego nie wyobrażam. Zresztą klubu są przepełnione ludzkim kurestwem i pustactwem, ale tak mi się napisało, bo przecież kurwa jakie to modne iść w piątek do klubu po tańczyć :|. Jestem wierzący i w piątki się pości, i nie chodzi tu tylko o jedzenie jak twierdzi większość kurestwa, i też nie rozumiem genezy tańca :|.
Jak będę zmuszony czekać do trzydziestki aż moje życie seksualne zacznie się rozwijać, to szczerze mam to w dupie, choć z drugiej strony chyba w jakiś sposób brakuje mi tego aspektu życia, bo przecież to naturalna czynność życiowa dająca poczucie spełnienia, radość i wiele innych pozytywnych rzeczy. Równie dobrze mógłbym się oszukiwać, że bez wody tez da się jakoś żyć...ale co to za życie?:(
Tak, brakuje mi tej rzeczy jak mało czego. Zwłaszcza jak się żyje w Polsce, w kraju gdzie pięknych kobiet i dziewczyn jest co nie miara, ale co poradzić, widać taki już mój los i tyle. Nie staram się tego zmienić na siłę, ale jakby w moim życiu pojawiło się małe światełko nadziei to bym się nie pogniewał.
Przyznałem się przed samym sobą, że jestem żałosny jeśli chodzi o seks. Moje życie jest w jakimś stopniu wybrakowane i muszę póki co się z tym pogodzić, bo ani nie mam dziewczyny ani żadnych perspektyw na związanie się z kimkolwiek w najbliższym czasie (nieśmiałość).
Chociaż słowo 'upośledzone' jest troszkę chyba na wyrost, bo jakie stwierdzenie kojarzy mi się z czymś trwałym i nie odwracalnym, a przecież mam nadzieję, że kiedyś fortuna będzie po mojej stronie, że kiedyś coś się zmieni na lepsze. Nie mam na to jakiegoś wielkiego ciśnienia, ale...
Cześć.
Minął już ponad tydzień kiedy Daria mnie zostawiła. Nie bójmy się nazywać rzeczy po imieniu - zostawiła, bo to ładniej brzmi niż rzuciła.
Propozycja jaką Daria mi złożyła, "zostańmy przyjaciółmi", jest dla mnie jak czarna dziura, co to właściwie znaczy? Przecież przyjaciele kogoś nie można zostać od tak sobie! Tak, wiem, tego czarodziejskiego zwrotu używa się tylko z grzeczności, IMO, bo ja sobie nie wyobrażam np. że mógłbym pójść z moją 'przyjaciółką Darią', z którą robiłem wiele rzeczy, których nie robią przyjaciele, pójść np. do kina, albo na głupi spacer. Ja ją kochałem, kocham, a przecież będąc obok niej czułbym się bardzo nie dobrze, nie mógłbym jej złapać za rękę, nie mógłbym się z nią namiętnie całować czekając na zielone światło, w końcu nie mógłbym jej powiedzieć jak bardzo mi na niej zależy!
Podobno przyjaźń w niektórych przypadkach jest silniejsza niż miłość...kurwa, gówno prawda! Ktoś chciałby mi wmówić, że miłość do ukochanej osoby jest słabszym uczuciem niż przyjaźń do mojego najlepszego kumpla? Taki ktoś powinien raczej po prosić lekarza rodzinnego aby dał skierowanie do jakiego neurologa, bo ma ewidentny problem z głową.
Kiedyś nie miałem problemów z samotnością. Byłem mega nie atrakcyjny i na nic nie mogłem liczyć. Zdawałem sobie sprawę, że każda próba przypodobania się jakiejkolwiek dziewczynie skończy się 'piękną katastrofą', więc nie było sensu podejmowania walki. Ale, nawet nie wiem w którym momencie mojego gównianego życia ta sytuacja zaczęła mnie bardzo przerastać, a pragnienie bycia z kimś było na tyle silne, że jeszcze bardziej odcinałem się od dziewczyn, nie chcąc tym samym ranić siebie jeszcze bardziej. Też tak na dobrą sprawę nigdy nie miałem, to brzydko brzmi, nie byłem w związku tak silnym, który by rzutował na moje życie, zachowanie etc etc. Faktem też jest, że mój najdłuższy związek trwał - około 5-6 miesięcy, jak na wynik dla 22 latka to chyba mało imponujące, ale przecież wartość związku nie może być postrzegana przez kres czasu, tylko więź łączącą oboje ludzi. Przecież trudno byłoby się zmienić w pół roku. Czy to znaczy, że nie przeżyłem prawdziwej miłości?
Hola hola! Jest jedna osoba, jedna jedyna. Rany jaka to ironia. Mieszka około 300 metrów od mnie. Chodziliśmy do jednej klasy w podstawówce. Potem byliśmy w jednym gimnazjum. Nigdy nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu, nawet w szkołach, ani 'cześć' sobie nie mówiliśmy. Ale zawsze od kiedy pamiętam byłem w niej zabujany, to coś niesamowitego, że szkolna miłość i to na dodatek z podstawówki(miłość moja do niej, bo to działało tylko w jedną stronę, jak zawsze), może przetrwać tyle lat. Kurczę, chociaż nie wiem czy mam prawo nazwać to miłością... do O. czuję taka niesamowitą potrzebę kontaktu, rozmowy z nią, przybywania w jej towarzystwie, oddychania tym samym powietrzem. Przy niej zawsze czułem się swobodnie, nigdy nie musiałem niczego udawać, mogłem być sobą i ona nie miała nic przeciwko. Nigdy na mnie nie nakrzyczała, nie obraziła się, nie spojrzała krzywo. Jest to niezwykła osoba dla mnie. Niestety jej serce nigdy nie będzie moje, bo już to od niej usłyszałem a mimo to bardzo jej potrzebuję. Ona rozumie mnie jak nikt inny a przede wszystkim , zawsze jest po mojej stronie.
Dałbym wiele wiele wiele, aby móc spotkać w moim gównianym życiu równie wartościową osobę, znaczy dziewczynę. Pokochać ją, tym razem ze wzajemnością, dać jej wszystko, być wszystkim. Mój sen by się spełnił, marzenia stałyby się rzeczywistością, a ja mógłbym umrzeć ze szczęścia :).
Cześć.
Co sprawia, że dwoje ludzi tworzy związek?
Zauroczenie, chemia, wspólne zainteresowania i poglądy, chęć być dla kogoś kimś ważnym i niezastąpionym? Pewnie każda z tych uwag. No ok, a teraz... co sprawia, że dwoje ludzi ma to wszystko, są w związku i nagle jedna ze stron postanawia, to wszystko zakończyć?
Tak, rozstałem się z dziewczyną ... wspaniałą dziewczyną. Daria, była w moim życiu kimś szalenie ważnym, mimo iż nasza przygoda trwała bardzo krótko, była jedyna dziewczyną na której tak na prawdę mi zależało. Była jak spełnienie moich marzenie, które zwykle szeptałem sobie do poduszki, bo nigdy nie wierzyłem, że maja prawo się spełnić. Nie będę opisywał jej urody, wyglądała jak aniołek, szczupła smukła zgrabna, z lśniącymi blond włosami i kolorem oczu który zapamiętam na dłuuugi czas. I ten jej cudowny charakter, chcący nieść pomoc ludziom zawsze i wszędzie. Patrząc z perspektywy obcej osoby to ja nie miałem jej kompletnie nic do zaoferowania: nie miałem pracy, nie uczyłem się ... no pustynia. A jednak to jej nie odstraszyło i postanowiła dać mi szansę. Najpiękniejsza szansa jaką dostałem od losu. Ale jak to w życiu i słabej komedii romantycznej hoolywoodzkiego pochodzenia - wszystko co dobre szybko się kończy. A może po prostu miałem pecha, bo trafiłem na taki okres w jej życiu, szkoła, wykłady, egzaminy i praca na pełny etat, że po prostu mimo darzonym mnie uczuciem, byłem w jakimś stopniu ciężarem, który nie pozwalał jej się skupił na życiowych priorytetach? Ale z mojej strony, będąc z nią, to ona dla mnie stała się jednym z moich priorytetów!
Stało jak się stało - dla mnie też w niecodzienny sposób, bo ona ze mną porozmawiała na ten temat! Inne dziewczyny po prostu stawiały mnie przed faktem dokonanym beż możliwości zrobienia czegokolwiek.
Nigdy nie zapomnę jej oczu kiedy ostatni raz odprowadziłem ja do domu ... łzawe, szkliste, smutne. Może zabrzmi to kuriozalnie, ale to był piękny widok. Może nie straciłem jej na zawsze, może kiedyś coś jeszcze się zatli, może czasem wyjdziemy na spacer, może czasem do mnie napisze - bardzo bym tego chciał, ale też znam trochę życia i wiem, że może też stać się tak, że nigdy jej na oczy nie zobaczę....
Słowem zakończenia - Daria była moją małą wysłuchaną modlitwą (następny raz w modlitwie dodam też "i żyli długo i szczęśliwie aż do śmierci").
Cześć.
Większość mojego młodzieńczego życia, byłem lekko mówiąc bardzo nie atrakcyjny. Spora nadwaga, słabe wyniki w szkole (co dla niektórych oznaczało, że byłem po prostu debilem i nie warto się ze mną zadawać). Podstawówkę można pominąć spuszczając kurtynę milczenia: zupełny brak kontaktu z dziewczynami, no po prostu nic, pustynia ... jedyne co w tym okresie dawało mi radość to piłka nożna, grałem zawsze i gdzie tylko było można (raz nawet na dachu moje bloku [12 pięter], kiedy dozorca zostawił otwarte drzwi). Pamięta, że z zazdrością patrzyłem na kolegów, którzy tak po prostu potrafią podejść do koleżanki z klasy i o coś zapytać, poprosić lub cokolwiek ... dla mnie to było nie do przeskoczenia. Ja! klasowy błazen i czarna owieczka? W życiu, na pewno mnie wyśmieje albo naskarży nauczycielce (to było realne zagrożenie, bo mój dzienniczek uwag pękał w szwach). Ja miałem tez o tyle źle, że chodziłem z moją kuzynką (wredną jędzą) do jednej klasy, to był koszmar ... bo oczywiście po klasie zawsze krążyły ploteczki i super newsy o których ja nie wiedziałem nic a które były w 99% kłamstwem wyssanym z palca, JEJ palca!.
Zawsze mnie tez fascynowało, że moje zachowanie miało znaczący wpływ na moje wyniki sportowe. Fakt, wspominałem, że miałem nie mały brzuch, ale zawsze wyróżniałem się dobrymi rekordami, o piłce nie mówiąc, bo na tle innych byłem Jezusem Chrystusem. Ale nasza wychowawczyni, która notabene zawsze prowadziła naszą szkołę w różnorakich zawodach sportowych, wolała wybrać gorszego zawodnika, niż mnie. Do końca nie wiedziałem czemu tak jest, bo zawsze jakoś w towarzystwie innych ludzi umiałem się zachować i nie sprawiałem kłopotów wychowawczych. Zrozumiałem to pod koniec podstawówki - ona po prostu mnie nie lubiła od co :), ale to prozaiczne prawda? Ale co ja mogłem? Komu miałem się poskarżyć? - Pani Dyrektor! Nasza Pani nie chce mnie zabrać na zawody w piłkę nożną, mimo iż jestem zajebisty, a woli zabrać jakiegoś przydupasa z biało-czerwonym paskiem na świadectwie, który nosi na w-fie spodnie od piżamy! - Myślę, że taka argumentacja nic by nie dała, ale można warto było zaryzykować, bo poniżej nagannego zachowania bym nie upadł?
Teraz po wielu latach, patrzę z szyderczym uśmieszkiem, na tych moich \'kolegów\' z podstawówki, których lansowano na wybitnych sportowców, a którzy teraz częściej zaglądają do puszki z piwem niż na boisko. Ja może mistrzem olimpijskich nigdy nie byłem, ale moje osiągnięcia sportowe to dla nich Mount Everest. To wspaniałe uczucie: - No cześć Przemek (wygrywał wszystkie możliwe biegi średnio i długo dystansowe), jak leci? Ja gram w piłkę na poziomie okręgówki, a ostatnio zająłem 5 miejsce na Mazowszu w biegu na 100m. A Ty? - Dostaję zadyszki jak wchodzę do domu po schodach (3 piętro). Ahhh to poczucie wyższości i przewaga psychiczna nad ścierwem, uwielbiam to !:D
One są zbyt dumne aby prosić.
Dla faceta to banalne - chce się spotkać z dziewczyną to po prostu pyta. One rzadko kiedy to robią, bo on może sobie pomyśleć nie wiadomo co !
To dziwne zachowanie. Ja nie lubię się prosić, zapytam 3-4 razy o spotkanie - jeśli oni jedno nie wypali to pasuję, szkoda mojego i jej czasu. Nie jestem jakimś desperatem, ale kiedy na serio zależy mi na dziewczynie jestem w stanie wiele poświęcić. Ale bycie lekko nachalnym powinno dać dziewczynie do zrozumienia, że chłopakowi na serio zależy na czymś, ale ile można robić z siebie głupka? Albo właśnie jakiegoś desperata? Nie chce się umówić raz, drugi to niech spada na drzewo - no chyba, że się na serio zakochałeś, to wtedy nie ma przebacz, powinno się walczyć, choć wynik, w częstych przypadkach) jest już z góry ustalony i nie nie ważne czego byś nie robił to i tak kaplica. Ale tez nie można robić z siebie jebane jelenia ... albo ma się jaja albo nie- krótka piłka, bez zbytnego rozczulania się nad sobą (łatwo powiedzieć - sam nie raz uroniłem łzy przez dziewczynę).
Każdy zakłada z góry jakąś taktykę, bo przecież miłość to ciągła walka, i plan działania - ale niestety żadna dziewczyna nie jest wierną kopią tej poprzedniej i swoją taktykę można o kant dupy potłuc :(
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |